Pomysł na podróż do Portugalii pojawił się spontanicznie. Dodatkowo tanie bilety do niedalekiej Malagi, z której do Portugalii jest wręcz rzut beretem kusiły prawdziwie niskimi cenami. Nie mogłem zatem nie skorzystać. Dałem się uwieść i nie żałuję. Okazało się to bardzo dobrą decyzją. A możliwość eksplorowania zarówno portugalskiej, jak również hiszpańskiej części świata podczas jednej podróży tylko zwiększyła atrakcyjność tej przygody.
Ale żeby to wszystko było możliwe kluczowym okazało się znalezienie transportu, a konkretnie wygodnego, dobrej jakości auta. Najlepiej, żeby była to wypożyczalnia obsługiwana w języku polskim, w dobrych cenach, bez kaucji i blokady karty. Misja niemal niemożliwa, no ale zgodnie z zasadą „szukaj, a znajdziesz” postanowiłem podjąć to wyzwanie. Jeszcze wtedy nie podejrzewałem, jak świetnie uda mi się trafić.
JAK PORUSZAĆ SIĘ PO PORTUGALII I POŁUDNIU HISZPANII
Odpowiedź może być tylko jedna. Tylko i wyłącznie samochodem. Oczywiście prawdziwi śmiałkowie poruszają się również komunikacją publiczną a tytani odwagi również autostopem. Jednak busy nie dojeżdżają wszędzie. A już na pewno nie w najbardziej smakowite, widokowe miejsca, które często są ukryte na końcu wąskich uliczek, głęboko tam, gdzie mało kto dociera. I właśnie takie miejsca miałem odwagę odwiedzić podczas tej podróży. A wszystko to dzięki uprzejmości AUTO FREE – wypożyczalni innej, niż każda. Wypożyczalni aut, która zaskoczyła mnie absolutnie wszystkim.
Po pierwsze – wszyscy mówią tam po polsku, więc dokładnie wiesz co wynajmujesz, co podpisujesz, a jeśli masz jakiekolwiek pytania to dzwonisz i otrzymujesz natychmiast wszystkie informacje.
Po drugie – nie płacisz żadnego depozytu, nie blokują Twojej karty kredytowej, po prostu przyjeżdżasz, płacisz i wyjeżdżasz w swoją podróż
Po trzecie – jeszcze nigdy nie czułem się tak zaopiekowany podczas procesu wypożyczania auta. Poziom uprzejmości, życzliwości i takiego normalnego, ludzkiego traktowania jest absolutnie wyjątkowy.
Żadnych problemów, żadnych nerwów, pełny spokój, uśmiech i luz. Jeszcze zanim gdziekolwiek wyjedziecie, już jesteście zadowoleni.
Nie spotkałem się z taką jakością obsługi w żadnym innym kraju. Proste rozwiązania, takie jak brelok do kluczyków z kodem QR, pod którym znajdują się wszystkie dokumenty auta w razie drogowej kontroli, pokazują nam, jak mądrze przemyślany sposób działania reprezentuje ta firma.
A na końcu okazało się, że dostaliśmy auto lepszej jakości, niż oczekiwaliśmy. Prócz tego, że oczywiście byłoczyste, pachnące, wygodne, uto, które podczas całej podróży sprawowało się wzorowo. Przez całą podróż po Hiszpanii i Portugalii nie mogłem wyjść z podziwu i przestać się cieszyć, że tak dobrze trafiłem.
Teraz również Wy macie taką możliwość.
|
POŁUDNIE HISZPANII I PORTUGALII
Zatem wszyscy wiemy, ze wszystko, co najlepsze w większości krajów znajdziemy na wybrzeżu. Nie inaczej jest również w Andaluzji (Hiszpania) i Algarve (Portugalia). Z tym, że w przypadku Portugalii w zasadzie jej zachodnia część jest jednym wielkim wybrzeżem. W dodatku spektakularnym, nasyconym klifami jak dobry sernik rodzynkami. W zasadzie całe południe tego zaskakującego kraju oraz jego zachód to jedno wielkie wybrzeże. Podróżowanie wzdłuż niego to już przyjemność sama w sobie, a znajdowanie ukrytych przed przypadkowymi turystami perełek widokowych jest dodatkowym wynagrodzeniem za uważne i dobre przygotowanie do podróży portugalskiej. Nam przyszło w udziale odwiedzić kilka największych miast na południu Portugalii oraz kilka tych mniejszych.
Zobaczyliśmy przede wszystkim miasta w rejonie Algarve takie, jak Faro, Lagos, Loule, Quarteira i wiele mniejszych. Natomiast na zachodnim wybrzeżu naszym wielkim odkryciem okazała się miejscowość Sines, którą znajdziecie w połowie drogi z południowego krańca Portugalii do Lizbony i Sintry. Po drodze na północ oczywiście musieliśmy odwiedzić legendarny wręcz Cabo da Roca, uważany jakiś czas temu za najprawdziwszy koniec świata oraz zaskakującą miejscowość Nazare z jej podobno największymi falami idealnymi dla surferów.
FARO
Pierwszym większym miastem na południu Portugalii, które odwiedziliśmy było oczywiście Faro, znane każdemu podróżnikowi nie tylko z powodu łatwo wpadającej w ucho nazwy ale również swojego portowego, jak również mocno turystycznego charakteru. Sporo turystów, w tym zaskakująco dużo z Polski szczelnie wypełnia zarówno samą część portową tego miasta jak również ciasne uliczki. Centrum miast oferujące zabytkową starówkę z gotycką katedrą i pałacem biskupa, a także bliskość przepięknych plaż i Parku Naturalnego Ria Formosa, idealnego dla miłośników przyrody. Jego autentyczność oraz klimatyczne zaułki i lokalna atmosfera stanowią doskonałą bazę wypadową na zwiedzanie zachodniej części Algarve.
Okazuje się jednak, że mnogość turystów odbiła swoje piętno na samym mieście jako takim i zdecydowanie bardziej warto wybrac się na jego skraj, żeby poznać prawdziwy urok tej części Portugalii.
W Faro znajduje się lotnisko, na które od niedawna lata z Katowic Wizzar, w związku czym będzie stosunkowo łatwo dostać się bezpośrednio w to miejsce. Przy lotnisku, na środku ronda znajduje się ciekawa rzeźba. Przedstawia ona postacie spoglądające w niebo, ewidentnie obserwujące samoloty zarówno przylatujące jak i opuszczające portugalską ziemię. Zaskakujący i fajny element artystyczny. Jak się później okaże, nie pierwszy oraz nie ostatni.
Loulé
No to jest prawdziwe odkrycie tego wyjazdu. Cóż za niesamowita mieścinka ! Znajduje się ona w lekkim oddaleniu od wybrzeża jako takiego natomiast klimat który w niej panuje może okazać się źródłem zauroczenia. Przede wszystkim Loulé jest niezwykle autentyczne, spokojne. Życie tu toczy się leniwie, a jednocześnie widać bez wątpliwości jego rytm. Można przysiąść na rogu jednej z uliczek i popijając doskonałą lokalną kawę i zagryzając pastes de nata obserwować życie lokalnych mieszkańców, co tez zrobiliśmy. Po chwili przez pobliskie skrzyżowanie przejechał drewniany wóz ciągnięty przez uroczego osiołka, który w swoim biegu wyglądającym niczym codzienny taniec wydawał się być niezwykle uroczy. Wyobraźcie sobie – środek dużego skrzyżowania, niemalże pląsający osiołek ciągnący drewniany wóz wraz z jego właścicielem. Portugalia w czystej postaci, autentyczność najbardziej wyraźna z możliwych !
Pozytywne wrażenie zwiększył dodatkowo fakt, że trafiliśmy na dzień targowy w tym mieście, dzięki czemu mogliśmy zapoznać się z lokalnymi produktami prosto od ich producentów. Spójrzcie na te owoce morza, zarówno ryby jak i krewetki, czy skorupiaki. I to wszystko w możliwie najbardziej świeżym wydaniu. Były też lokalne wędliny, aromatyczne oliwy no i świeże sery. Smacznych dóbr na targu było tak dużo, że nie wiedziałem gdzie kierować wzrok w pierwszej kolejności. Co więcej pośrodku, lecz poza halą targową umieszczono pomnik kobiety pracującej, sprzedawczyni. Widać zatem jak bardzo w Loulé doceniana jest praca lokalnych sprzedawców i jak ważną częścią tej uroczej miejscowości jest to centralne, targowe miejsce. Zapewne jest ono nie tylko źródłem świeżych wędlin, ryb oraz owoców, a także oliwy, serów i miodów, ale także centrum życia towarzyskiego i załatwiania małych biznesów. Bardzo cenię takie właśnie miejsca podczas podróżowania, bo to właśnie one pokazują klimat panujący zarówno w tych małych miasteczkach jak również w całym regionie. Spójrzcie na zdjęcia a w mig zrozumiecie, o czym tu opowiadam.
LAGOS
Z wielu powodów Lagos było mocno oczekiwaną przez nas miejscowości. Przede wszystkim czekała tam na nas Monika, która od kliku lat mieszka właśnie w Lagos i prowadzi fantastyczną cukiernię Sweet Home. Można się zastanawiać, po co w kraju słynącym ze słodkich bułeczek jeszcze dodatkowo cukiernia. Otóż okazuje się, że większość portugalskich wypieków opiera się na żółtkach, kremie z żółtek, budyniu i cukrze. Zapewne podczas pierwszych kilku dni w Portugalii takie słodycze mogą być ok, ale gdy mieszka się tam dłużej, człowiek poszukuje innych smaków.
Tutaj właśnie idealnie wpisuje się Monika ze swoimi fantastycznymi wypiekami, które dla polskiego podniebienia są naturalnym skojarzeniem, takimi jak polski sernik, jabłecznik zwany też szarlotką, a także inne ciasta i ciasteczka, z zupełnie inną gamą smaków niż te, do których z braku innych możliwości przywyknąć musieli Portugalczycy. Trudno się zatem dziwić, że cukiernia Sweet Home, znajdująca się w samym centrum uroczego Lagos każdego dnia szczelnie wypełniona jest lokalsami spragnionymi ciasteczek, ciast, tortów i innych cukierniczych dobroci, które Monika z sercem każdego dnia przygotowuje.
Ale oczywiście Lagos to nie tylko słodkie smaki, ale przede wszystkim fenomenalne, spektakularne widoki, które będą Wam towarzyszyły przez całą podróż przez Portugalię. Widoki wyłaniających się z wody, oświetlonych przez poranne lub popołudniowe słońce, omywanych łagodne fale skał i klifów. Mimo, że Portugalia pełna jest bardziej, lub mniej spektakularnych formacji klifowych, to mogę Was zapewnić, że robią one za każdym razem wrażenie. Dodatkowo pozwalają uświadomić sobie potęgę natury oraz złożoność ziemi, po której stąpamy odwiedzając Portugalię. Co ciekawe, pierwsze skały znajdują się już kilka metrów od murów miejskich, dosłownie po drugiej stronie ulicy. Od razu można poczuć piasek pod stopami i czerpać radość z widoków, którymi się z Wami dzielę, by chwilę później wrócić do miasta na smaczny posiłek, na przykład składający się ze znakomitych wszędzie w Portugali owoców morza.
Kilka minut autem dalej z kolei trafimy na Ponta da Piedade – bardzo dobrze przygotowaną do zwiedzania przestrzeń widokową pełną drewnianych ścieżek tuż przy skalnych zboczach, z których można cieszyć oczy dobrze zachowaną naturą w postaci ogromnych klifów wyłaniających się bezpośrednio z Oceanu Atlantyckiego. Można tu spędzić pół dnia, albo nawet cały, a i tak nie nasycić się wystarczająco tymi fenomenalnymi widokami. A to wszystko wciąż rzut kamieniem obok samego centrum Lagos. To naprawdę imponujące, ile to miejsce ma do zaoferowania zarówno miłośnikom natury, pasjonatom fotografii i filmowania, jak również podróżnikom szukającym czegoś specjalnego.
Kilka minut od Lagos trafimy na prawdopodobnie najbardziej na południe wysunięty punkt Portugalii – miejscowość Sagres ze znowu niesamowitymi widokami w pakiecie z fortecą o tej samej nazwie. To właśnie w tej położonej około 6 km od Przylądka św. Wincentego miejscowości powstała tam szkoła kartografii i astronomii, która jest uznawana za pierwszą akademię morską świata.
Tutaj, w pewnym oddaleniu od miasta znajdziemy ogromny, darmowy parking dla każdego rodzaju samochodów a tuż obok niego, oczywiście klify, u podnóża których pyszni sie ocean, a na jego falach niemal o każdej porze roku unoszą się surferzy czekający na odpowiednią falę. Za bramą fortecy Sagres widoki są jeszcze bardziej mocarne. Wychodzimy bowiem na skraj klifu, za którym jest już tylko bezkres oceanu. To musi robić i robi wrażenie. Do kompletu z oceanicznym wiatrem pozwala poczuć prawdziwą potęgę natury.
SINES
Zapewne mało kto z Was słyszał o tej miejscowości w połowie drogi pomiędzy Lagos a Lizboną. Nam akurat przytrafił się nocleg niedaleko tej zaskakującej wioski przy samym oceanie. Tak naprawdę to zatrzymaliśmy się tam niemal wyłącznie na chwilę. Okazało się jednak że nie był to przypadek, a chwila potrwała znacznie dłużej, niż przewidywaliśmy. Oto bowiem tuż przy latarni morskiej, która jest punktem charakterystycznym w Sines znajduje się rodzaj łagodnego, choć skalistego nabrzeża, w które ze sporą siłą uderzają rozpędzone fale. Może wydawać się to niczym specjalnym, ale spektakl, który rozgrywa się tam na naszych oczach jest prawdziwie hipnotyzujący.
Fale, które rozbijają się o wystające wprost z dna skały tworzą fanstastyczne pióropusze wraz z efektami dźwiękowymi, które temu malowniczemu widokowi towarzyszą. Na całym tym nabrzeżu pośrodku niczego znaleźliśmy tylko jedno auto i dwoje ludzi ćwiczących w tych pięknych okolicznościach przyrody jogę. Zgadnijcie w jakim języku rozmawiali i jakiej byli narodowości…. Tak, to byli Polacy, których jak już wspominałem w Portugalii są wręcz ogromne ilości. Czasami odnosiłem wręcz wrażenie, jakbym w ogóle nie wyjeżdżał z kraju… No ale widoki piękne, o czym możecie się przekonać na zdjęciach.
LIZBONA
Czasami człowiek czuje, że gdzieś źle się czuje, że to miejsce mu po prostu „nie leży”. Tak tez było w moim przypadku z Lizboną. Nigdy nie przepadałem za dużymi miastami, ich betonozą, przytłoczeniem, ogromem ludzi i przesadnym turystycznym charakterem. No i wiecznymi korkami. Taka właśnie jest Lizbona. Duża, głośna, górująca nad wszystkim, a nawet nad sobą samą. Bywa brudna i na pewno jest głośna. Oczywiście znajdziecie tutaj te legendarne żółte tramwaje. Warto się nimi przejechać, zobaczyć miasto z okien takiego tramwaju. W zasadzie jest to konieczność, ponieważ miasto Lizbona, a szczególnie jego centrum leży na zboczach o stromym charakterze. To kolejny powód, dla którego spokojny spacer po mieście jest tu wykluczony.
Warto wybrać się do muzeum muzyki fado. To bardzo ciekawe miejsce dla miłośników muzyki, pozwala nie tylko zapoznać się z historią tego rodzaju kompozycji ale tez półleżąc w wygodnych fotelach posłuchać w spokoju różnych rodzajów fado. Są też specyficzne instrumenty i sylwetki muzyków ważnych dla rozwoju fado w Portugalii oraz na świecie. Przywykło się myśleć, że fado do muzyka smutna, nostalgiczna, balladowa. Wizyta w tym muzeum to prawdziwe doznanie i punkt obowiązkowy dla smakoszy, pasjonatów i miłośników muzyki, do których grona lubię się zaliczać. A na finiszu być może będziecie mieli okazję poznać panią w recepcji. To nie jest zwykła osoba. Jej uroda jest niesamowita. Naturalne piękno, którym obdarza osoby wokół, piękne oczy i łagodne oblicze wraz z idealnym kształtem ust powoduje, że zaprawdę nie można oderwać od niej wzroku. Jestem pewien, że oczaruje ona każdego, osoby obu płci. Coś pięknego. Próbowaliśmy się również wybrać do muzeum azulehos, ale niestety w terminie naszej wizyty było zamknięte.
Spacerując po Lizbonie wcześniej, lub później, ze względu na duże różnice wysokości, poczujecie się bardzo zmęczeni, a przed wami będzie kolejna stroma ulica do pokonania. Pamiętajcie wtedy, że lokalni mieszkańcy przewidzieli problemy z tego wynikające. Wiele budynków ma zamontowane windy wewnątrz i są one darmowe. Gdy opadniesz z sił po prostu wejdź do jakiegoś budynku i poszukaj wzrokiem windy. Chwilę później bez wysiłku znajdziesz się w pożądadnym, położonym dużo wyżej miejscu. I prócz oczywiście znakomitej, czepiącej garściami z pobliskiego oceanu kuchni, jest to jedna z niewielu zalet Lizbony.
Na koniec dnia wybraliśmy się jeszcze zobaczyć pomnik odkrywców i długi most w okolicach miejscowości Belem. Dotarliśmy tam już pod wieczór, dodatkowo w padającym deszczu. Chwilę później, gdy czekaliśmy na pociąg, którym mieliśmy wrócić do Lizbony, wielka ciężarówka zdecydowała się zalać wodą z ulicy wszystkich w sposób całościowy. Efekt był taki, że do pociągu wszyscy weszliśmy kompletnie mokrzy. Ewidentnie Lizbona nas nie polubiła, podobnie jak ja jej. Mam nadzieję, że Wy będziecie mieli więcej szczęścia.
SINTRA
Miejsce, które warto wybrać do nocowania, żeby nie użerać się z miejscami parkingowymi w Lizbonie. To ciche, spokojne miasteczko, w którym pociąg kończy swój bieg, budynek dworca jest zabytkowy, a nad miasteczkiem góruje ciekawy, kolorowy zamek. Krajobraz kulturowy Sintry został wpisany na listę UNESCO. Każdego roku zabytki i atrakcje turystyczne Sintry zachwycają turystów z całego świata. Nie przypadkowo – są one przepiękne. Do tych najważniejszych zabytków Sintry należą m.in. Pałac Pena w Sintrze, Pałac Narodowy w Sintrze, Zamek Maurów oraz tajemniczy park z niezwykłą studnią, czyli Quinta da Regaleira. Warto również zobaczyć centrum Sintry z kolorowymi uliczkami, licznymi miejscami sprzedającymi wiśniowy likier ginjinha oraz lokalne słodkości.
Jeśli będziecie szukali noclegu w miejscowości Sintra zdecydowanie ODRADZAM miejsce o nazwie „Palazzo Sintra GH”. Administrator tej nieruchomości to człowiek niezwykle natarczywy, miałem wrażenie że chory psychicznie, a za miejsce parkingowe wewnątrz pustej posesji każe sobie słono płacić i zapewniam was, że nie odpuści, będzie walczył niczym o złoto, obudzi was w środku nocy aby się upewnić, czy na pewno zapłaciliście za zaszczyt postawienia auta na pustym parkingu wewnątrz. Samo wnętrze budynku śmierdzi starością, takim wnętrzem starego kościoła, pokoje są malutkie, a o dostęp do kuchni trzeba było specjalnie wnioskować, żeby w ogóle dało się z niej skorzystaj. No parodia. Wystrzegajcie się tego miejsca. Wybierzcie cokolwiek innego. Szczególnie, że z Sintry stosunkowo niedaleko mieści się legendarne miejsce odkrywców, z którego wyruszały wyprawy w celu poszukiwania nowego świata.
CABO DA ROCA
Cabo da Roca to przylądek obrębie Parku Przyrodniczego Sintra–Cascais na zachód od Lizbony. Stanowi najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy. Brzeg na przylądku jest skalisty i wznosi się 144 m ponad poziom Oceanu Atlantyckiego. Na przylądku znajduje się latarnia morska z XIX wieku, które stają na naszej drodze dość często podczas podróży po Portugalii. Ma to swój urok do tego stopnia, że w pewnym momencie rozpocząłem kolekcjonowanie zdjęć portugalskich latarni morskich. Cabo da Roca dzielą od znajdującego się po drugiej stronie Atlantyku przylądka Henlopen w amerykańskim stanie Delaware aż, lub tylko 5593 kilometry.
Przylądek Roca stanowi najbardziej na zachód wysunięty fragment małego, liczącego zaledwie 10 km długości pasemka górskiego, zwanego Serra de Sintra. Brzeg na przylądku jest skalisty i wznosi się 144 m ponad poziom Oceanu Atlantyckiego. Na nadbrzeżnych skałach klifu widać liczne pozostałości po kilku historycznych tsunami, z najsilniej zaznaczonymi zmianami powstałymi na skutek trzęsienia ziemi, które nawiedziło ten region w 1755 roku. Konsekwencją trzęsienia ziemi o magnitudzie 8,5-8,9 stopni, było gigantyczne tsunami, którego fala osiągnęła w rejonie Cabo da Roca wysokość ponad 50 metrów. Badania stratygraficzne wykazały, że spowodowało ono liczne zmiany w ukształtowaniu lokalnego wybrzeża
W centralnym punkcie urwiska znajdziecie ogromny obelisk zakończony wielkim krzyżem, który zdecydowanie robi wrażenie. Nieustanny wiatr od oceanu w komplecie z porannymi mgłami robiły prawdziwie filmowy klimat jednocześnie skutecznie uniemożliwiając zrobienie dobrej jakości zdjęć, nie mówiąc już o jakichkolwiek nagraniach wideo. Na obelisku stojącym na szczycie urwiska umieszczona jest tablica zawierająca aluzyjny cytat z 3. pieśni eposu Os Lusĭadas portugalskiego poety Luísa de Camões: Aqui, onde a terra se acaba e o mar começa („Tu, gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”). Dla osób podróżujących po Portugalii to miejsce jest absolutnym punktem obowiązkowym.
Jak można się domyślać jest to też miejsce turystyczne, co wykorzystują lokalni przedsiębiorcy sprzedając magnesy, figurki a nawet wino sygnowane nazwą tego wyjątkowego miejsca. Co ciekawe, sprzedawca zabronił nam robić zdjęć winom wystawionym do sprzedaży. Osobliwe to postępowanie, powód na zawsze pozostanie tajemnicą zarządcy tego lokalny. Zapytany odpowiedział enigmatycznie „bo nie”. Dlatego zdjęcia zrobiłem, dzieki czemu mogę się nimi z Wami podzielić.
NAZARE
Legendarna miejscowość w Portugalii, do której pielgrzymują surferzy w poszukiwaniu największych fal w tej części Europy. Górna część miasta (zwanej Sítio) to przede wszystkim przestrzeń, z której można podziwiać niesamowite widoki zarówno na bezkresny ocean i fale jak również na dolną część miasta która nazywa się Praia.
Sítio da Nazaré to główny plac w górnej części tego zaskakującego miasta. Tutaj można łatwo znaleźć punkt widokowy Miradouro do Suberco. Większość zdjęć, która jest wizytówką miasta pochodzi właśnie z tego placu. Jak to w miejscowości turystycznej wokół placu znajdują się knajpki, sklepy w pamiątkami i restauracje. My nie jesteśmy fanami punktów usługowych w tak turystycznych miejscach, dlatego zainteresował nas ogromny jeleń – surfer na drodze do punktu widokowego na ogromne fale (podobno).
Z Sítio da Nazaré, idąc na piechotę ulicą Estrada do Farol, dotrzemy do Escultura Veado Surfista. Jest to osobliwy pomnik, który ma ciało surfera, ale głowę jelenia. Ma aż 6 m wysokości i waży ponad 10 ton. Jego symbolika ma dwa znaczenia.
Pierwsze to odniesienie się do legendy powiązanej z miastem Nazaré znanej jako „Milagre da Nazaré”. Legenda pochodzi z XII wieku i opowiada o D. Fuas Roupinho, który wpadł do urwiska na klifie podczas polowania na jelenia. Modlił się do Matki Bożej, by ta uratowała mu życie. I tak też się stało. Aby podziękować Matce Boskiej za uczyniony cud, wybudował kaplicę Ermida da Memória, która znajduje się na placu Sítio tuż obok Miradouro do Suberco.
Stąd właśnie głowa jelenia na pomniku. Z kolei ciało surfera to symbol ogromnych fal, które co roku w okresie zimowym można obserwować w Nazaré.
Szczerze mówiąc zupełnie nie przekonuje mnie ta historia. Mam wrażenie że przed wieloma latami została wymyślona podczas grubego melanżu na siłę, żeby w przyszłości przyciągnąć czymś ewentualnych turystów.
KLIFY
Chyba największe wrażenie zrobiły na nas klify ukazujące potęgę lądu łączącego się z oceanem w taki spektakularny sposób. W zasadzie prawie wszędzie, gdzie tylko rzucicie okiem, będziecie mieli okazje podziwiać różnego rodzaju klify, ukształtowane w różne bryły, w bardzo różny sposób. Mimo że występują one często, w zasadzie się nie nudzą i warto poświęcić kilka chwil każdego dnia, by raz po raz dać się oczarowywać kolejnym klifom wchodzącymi wprost do oceanu. Zobaczcie sami.
LATARNIE MORSKIE
Kontynentalne wybrzeże Portugalii liczy 832 km. Oprócz tego Portugalia posiada na Atlantyku archipelagi Azory i Madera.
Granica morska stanowi ok 40% całkowitej długości kontynentalnych granic Portugalii. Oczywistym zatem staje się, że najbardziej spektakularne widoki i wszystko, co najpiękniejsze znajdziesz w Portugalii blisko wybrzeża. Naturalnym krajobrazem każdego, w tym portugalskiego wybrzeża, są latanie morskie, których w Portugalii jest 90 i wszystkie są aktywne. Prawie połowa z nich 41 znajduje się na wyspach. Za wszystkie odpowiada Departament Latarń Morskich, znajdujący się w strukturze Portugalskiej Marynarki Wojennej. Oczywiście nie udało mi się zobaczyć każdej z nich, ale poświęciłem chwilę każdej, która stanęła na drodze naszej portugalsko – hiszpańskiej podróży. Część z nich możecie zobaczyć w galerii poniżej.
AZULEJOS
Podróżowanie po Portugalii byłoby niepełne, gdyby nie płytki, z których lokalni mieszkańcy i artyści uczynili prawdziwą sztukę. Używają ich bowiem nie tylko do tworzenia obrazów, ale także wykładania tymi obrazami elewacji budynków, ścian pomieszczeń, czy nawet deptaków. Trzeba przyznać, ze ładnie to wygląda i warto rozglądać się wokół siebie, aby te pięknie dekorowane płytki zobaczyć i docenić ich urodę. Powierzchnia azulejo jest jedno lub wielokolorowa, gładka, lub z fakturą. Płytek azulejo używano jako elementów mozaik składających się z wielu, czasem ponad kilku tysięcy elementów, pokrywających całe ściany, oraz jako oddzielnych kompozycji dekoracyjnych.
Płytki azulejo o bardzo różnych kształtach i kolorystyce stały się najbardziej charakterystycznym środkiem wyrazu i najbardziej ekspresyjnym rodzajem sztuki, głównie portugalskiej, rozwijanym i używanym przez ponad pięćset lat, ale także sztuki hiszpańskiej, choć w mniejszym stopniu. Azulejo stały się czymś więcej niż tylko atrakcyjnym elementem dekoracyjnym. Wykonane z taniego materiału płytki stanowiły najlepszy sposób na podniesienie estetyki budynków, a także nadanie im niepowtarzalnego wyglądu, a przede wszystkim zapewnienia higieny wnętrz[1].
Obecnie ze względu na dekoracyjne własności i odporność na wodę, płytki azulejo stosuje się do wykładania ścian kuchni, łazienek, oraz innych pomieszczeń narażonych na wilgoć.
Ale skąd one się wzięły?
Nazwa azulejo pochodzi prawdopodobnie od arabskiego słowa azzelij (lub al zuleycha, al zuléija, al zulaiju, al zulaco) oznaczającego mały gładki kamień, które było używane w odniesieniu do mozaik bizantyjskich spotykanych na Bliskim Wschodzie. Równie popularna jest teoria o genezie nazwy azulejo od hiszpańskiego i portugalskiego słowa azul oznaczającego kolor niebieski, pochodzącego z kolei od perskiego لاژورد: lazhward – lapis lazuli). Duża część produkowanych w Portugalii azulejo była właśnie niebieska i prawdopodobnie stąd wywodzi się ta teoria. Ze względu na duże własności dekoracyjne azulejo zaczęto ich używać także w krajach europejskich, głównie Holandii, a w mniejszym stopniu także we Włoszech i Anglii, ale w żadnym z tych krajów azulejo nie osiągnęło takiej popularności i wielkości produkcji jak w Portugalii, stając się niemal narodową sztuką tego państwa. Zobaczcie kilka fotek praktycznego zastosowania azulejos, które miałem okazję zaobserwować w podróży.
Podróżowanie do krajów, które niosą obietnicę ciekawych doznań, krajów południa Europy w okresie zimowym w Polsce jest zawsze dobrym wyborem. Nawet, jeśli to tylko kilka, lub kilkanaście dni. Warto nacieszyć się słońcem, lub chociażby brakiem chłodu. Portugalia jest właśnie takim krajem. Niby turystycznym, ale nie po sezonie. Żyjąca swoim własnym tempem, niezależnie od okoliczności. Portugalia nie narzuca się jakoś specjalnie nikomu. Ona po prostu jest i pozwala odkrywać swoje piękno i smaczki tym, którzy są nią realnie zainteresowani. Jeśli lecisz do Portugalii, by siedzieć w hotelu – daj sobie spokój. To zbyt ciekawy kraj, by nie eksplorować go po całości. My zapoznaliśmy się póki co z południową częścią tego pięknego fragmentu świata. Zapewne kiedyś wrócimy przyjrzeć się północnej części Portugalii. I Wam także rekomenduję zobaczyć ją całą. Chociaż nam w 10 dni się to nie udało, więc zapewne trzeba dużo więcej czasu przeznaczyć na portugalską eksplorację.


