Mała Malta

Malta to malutka wyspa niedaleko Sycylii, aczkolwiek nie ma połączenia lądowego z żadną inną wyspą ani tym bardziej kontynentem. Samotna Malta pośród morskiej otchłani, odważnie stawia czoła przeciwnościom, zarówno w swojej historii jak i teraz. Maltę najeżdżali bowiem różni źli ludzie, zarówno od strony Włoch jak również z innych stron. Teraz z kolei Maltę atakuje porywisty wiatr i czasami deszcz. Nawet nie bardzo jest tam co uprawiać, bo podłoże Malty jest głównie skalne. W sklepach jest tylko to, co da się raz na jakiś czas przywieźć statkiem, więc wybór jest ograniczony aczkolwiek wystarczający. Maltę toczy również problem w postaci nieciekawej, a wręcz niesmacznej kuchni lokalnej. Wymagające bywa również jeżdżenie po lewej stronie. A wierzcie mi, będziecie jeździli na sposób brytyjski, ponieważ aby porządnie zwiedzić wyspę, przyda Wam się auto. Na szczęście z wynajęciem auta nie ma problemu, a odległości między najciekawszymi punktami Malty to maksymalnie 30 minut. Wyspa jest bowiem niewielka, od północy do południa rozciąga sie na około 30 kilometrów. Pięć dni w zupełności wystarczy, zeby przeprowadzić wystarczającą eksplorację Malty wraz z jej siostrzaną wyspą Gozo.

 

JAK PORUSZAĆ SIĘ PO MALCIE

Jak w każdym z odwiedzonych krajów tak i tutaj planowałem wynająć auto. Mimo lewostronnego ruchu, zdecydowałem się podjąć to wyzwanie i zwiedzać wyspę w sposób komfortowy. Ale jak zawsze szukałem takiej wypożyczalni, która będzie miała obsługę w języku polskim. No i tym razem również udało się znaleźć. Tym razem skorzystałem z wypożyczalni, która w bardzo miłej, uprzejmej atmosferze pomogła mi wynająć na atrakcyjnych warunkach całkiem przyjemne auto. Ktoś może powiedzieć, że Maltę można zwiedzać komunikacją miejską, jednak do najciekawszych perełek wyspy dotrzeć można jedynie autem. Nie mówiąc już o komforcie takiego podróżowania. Dlatego w naszym przypadku tylko ta opcja wchodziła w grę.

Wiem Gdzie Jadę (klik), bo tak nazywa się ten pośrednik, zapewnił mi nie tylko uprzejmą obsługę w języku polskim ale również wyjaśnienie wszystkich zawiłości procesu wypożyczania auta na Malcie.
Wybrałem bowiem auto z automatyczną skrzynią biegów, dwoma kierowcami w cenie oraz pełnym ubezpieczeniem.

Cena okazała się uczciwa a wręcz atrakcyjna, a na miejscu auto nowe, czyste, pachnące.
Podczas całej podróży po Malcie nie zawiodło nas ani razu.
Mimo, że dla mnie i moich towarzyszy podróży ruch lewostronny był czymś, czego doświadczaliśmy po raz pierwszy, to daliśmy radę, a auto oddaliśmy w takim samym stanie, w którym zostało wypożyczone.

 

auto malta

 

MARSAXLOKK

Spod lotniska, które znajduje się mniej więcej na środku wyspy można pojechać w zasadzie w dowolne miejsce, w którym będziemy maksymalnie kwadrans, używając auta. To bardzo komfortowe, że nie trzeba się nigdzie śpieszyć. My jako pierwszą destynację wybraliśmy tą małą rybacką wioskę. Marsaxlokk jest położone w południowo-wschodniej części Malty i jest znane ze swojego malowniczego portu pełnego kolorowych łodzi zwanych luzzus. Te łodzie, pomalowane na żywe kolory niebieski, żółty, czerwony i zielony, często mają namalowane na dziobie oczy, które według wierzeń chronią rybaków na morzu. Dziób luzzu jest mocno zadarty do góry, dzięki czemu te większe i mniejsze łódki mają być odporne na trudne warunki na morzu. A takie warunki zdarzają się tutaj nad wyraz często. Na nadmorskiej promenadzie, którą mieliśmy okazję wizytować krótko po wylądowaniu na wyspie, można znaleźć można nawet pomnik na cześć rybaków.

Generalnie rybacy i ryby to krwioobieg tej miejscowości. Nie bez powodu to właśnie tutaj każdej niedzieli odbywa się tak rybny, który w sposób szczególny przyciąga turystów ale także mieszkańców. Początkowo był to targ typowo rybny. Od samego wczesnego rana rybacy cumowali swoje kolorowe łodzie i wykładali świeżo złowione ryby prosto na stragany. Ryby układane są wzdłuż nadmorskiej promenady, co sprawia, że targ jest nie tylko łatwy do znalezienia, ale również daje przyjemny widok na port jako taki. A port o świcie ma swój dodatkowy urok, którego warto doświadczyć. 

W obecnych czasach oferta tego miejsca jest zdecydowanie bardziej bogata i na targu z nazwy już tylko rybnym znajdziemy również owoce morza, ośmiornice a nawet langusty, ale także inne lokalne produkty takie jak warzywa czy owoce (nie morskie), ale również sery, przetwory, pieczywo, czy miód. Jak w każdym z takich miejsc, tak również tutaj można kupić pamiątki z Malty, jeśli Wasza kolejność zwiedzania wyspy będzie odwrotna, niż nasza i Marsaxlokk będzie jedną z ostatnich miejscowości, którą odwiedzicie.

 

VALETTA

Podążając do miejsca naszego noclegu na naszej drodze stanęła stolica Malty, miasto Valetta. Podczas, gdy w innych krajach stolica znajduje się zazwyczaj mniej więcej w środku kraju, tak tutaj Valetta jest stosunkowo niewielką miejscowością, a w dodatku znajduje się we wschodniej części Malty. Można powiedzieć że jest to miejscowość wręcz kompaktowa.

Miasto Valletta nazwano na cześć założyciela Jean’a Parisot de la Valette, wielkiego mistrza zakonu joannitów. To właśnie on odegrał kluczową rolę w obronie Malty podczas Wielkiego Oblężenia przez Turków Osmańskich w 1565 roku. Jak pisałem Wam we wstępie, Malta musiała mierzyć się z wieloma nacjami, które miały na nią chrapkę. Turkowie byli jedną z takiej właśnie nacji. Malta obroniła finalnie swoją niezależność, ale wpływy kulturowe czy nawet architektoniczne pozostały do dzisiaj. 

Mimo, ze miasta, a szczególnie stolice, kojarzą nam się z wielkimi budynkami oraz masą betonu to w stolicy Malty jest inaczej. Nie brakuje tutaj zieleni, a dodatkowo mamy trzy niewielkie ogrody, które zdecydowanie cieszą się dużą popularnością i są zieloną oazą stolicy. Te, które zdecydowanie warto odwiedzić to przede wszystkim Górne Ogrody Barrakka, które znajdziecie po lewej stronie od głównej bramy. Poza wytchnieniem od słońca, które jest tu obecne niemal przez cały rok, mogą przyciągnąć Wasz wzrok widoki, jakie rozpościerają się z tego miejsca. Jest tu zarówno fenomenalny widok na morze oraz zatokę wraz z Wielkim Portem.

Valetta Malta

Pod głównym tarasem znajduje się bateria, czyli szereg armat, gdzie codziennie, oprócz niedzieli, o godzinie 12:00 i 16:00 odbywa się wystrzał z armaty, towarzyszący uroczystej ceremonii. Tradycja ta sięga XIX wieku, kiedy wystrzały sygnalizowały czas marynarzom i mieszkańcom. Dziś jest to po prostu atrakcja turystyczna, upamiętniająca militarne znaczenie Wielkiego Portu. Wstęp do parku jest bezpłatny.

Spacerując po stolicy Malty wcześniej, czy później trafimy również na ciekawą Fontannę Trytona, czyli jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Valetty. Znajduje się tuż przed murami miasta, w pobliżu głównego wejścia do stolicy. Fontanna przedstawia trzech trytonów, czyli mityczne postacie będące połączeniem człowieka i ryby, znane z mitologii greckiej i rzymskiej. Trytony podtrzymują dużą, okrągłą misę, a cała konstrukcja spoczywa na okrągłej podstawie. Fontanna zachwyca zarówno swoją estetyką, jak i symbolicznym nawiązaniem do bogatej historii wyspy.

Wewnątrz murów okalających miasto znajdziemy kilka pięknych, bogato zdobionych budynków, w tym budynki rządowe, a także takie o naturze sakralnej. Ciężko oprzeć się wrażeniu, ze wiele z nich było inspirowanych stylem włoskim z różnych okresów. Robią one kolosalne wrażenie, a budulec, z którego zostały wzniesione, podobnie jak większość budynków na całej Malcie, w słońcu wygląda fenomenalnie i wydają się jeszcze bardziej imponujące. Prócz głównego deptaka mamy oczywiście mnóstwo małych uliczek wypełnionych po brzegi różnego rodzaju pubami, restauracjami i sklepami, jak to w każdej ze stolic. Można tu znaleźć naprawdę ciekawe miejsca.

Moje zaskoczenie wzbudziła duża ilość brytyjskich oraz irlandzkich pubów. Niektóre z nich miały naprawdę bardzo klimatyczny wystrój, aż żal zatem było nie wejść do środka i poczuć ten klimat. Tego rodzaju knajpki to nie fanaberia lokalnych mieszkańców, ale wynik geopolitycznych zawirowań, w wyniku których w przeszłości Malta była pod władaniem imperium brytyjskiego. I stąd właśnie, prócz lewostronnego ruchu i charakterystycznych czerwonych budek telefonicznych, typowe brytyjskie i irlandzkie puby w wielu tych większych miast na Malcie.

 

Mimo, że Valetta nie nadaje się do zwiedzania samochodem, to znajdziemy w niej zaskakująco dużo darmowych (oznaczonych białą linią) miejsc parkingowych. Znalezienie ich poza sezonem jest naprawdę łatwe i pozwala spokojnie wjechać do stolicy Malty, zaparkować auto i oddać się eksplorowaniu. W wysokim sezonie jest zapewne inaczej, ale na przykład w styczniu ten problem zupełnie nie występował. Faktem jest, że wewnątrz miasta jest mnóstwo małych, w większości jednokierunkowych uliczek, dlatego zwiedzanie Valetty zdecydowanie należy realizować na własnych nogach. Jednak przybycie do tego miasta autem jest całkiem dobrym pomysłem. 

 

ST JULIAN’S

St. Julian’s to chyba jedyne na Malcie nowoczesne miasto godne tego miana. Pełne nowoczesnych budynków, wieżowców wręcz, z zatokami i dzielnicami dla bogaczy, pełne sieciowych sklepów, centrów handlowych, knajpek, restauracji i nocnego życia. Ba, jest tu nawet McDonalds. Wygląda na to, że mamy tutaj cywilizację pełna gębą. Nawet w stolicy nie ma tak industrialnej zabudowy, podziemnych  parkingów i ekskluzywnych hoteli w zatoce z miejscami parkingowymi dla luksusowych jachtów za kilka milionów euro… Już z daleka widać, że przybywamy do st. Julians. Na horyzoncie pojawiają sie bowiem światła hoteli z lądowiskami dla helikopterów oraz iluminacjami na ścianach nowoczesnych budynków. To również miasto absurdalnie wysokich cen. Nie żeby Malta była jakoś przesadnie tania, ale st. Julian’s  bryluje w tej kategorii. Tutaj nawet chińskie knajpki w podziemiach są pięć razy droższe, niż gdziekolwiek.

To ewidentnie miasto ekskluzywne miasto dla vipów i tej bogatszej części świata, która lubi mieszkać w wielogwiazdkowych w hotelach w sąsiedztwie sklepu z brylantami. Nie ma w tym nic złego, bogacze wszak również muszą gdzieś latać, płynąć, lub jechać na wakacje, nieprawdaż? To jest właśnie jedno z takich miejsc. Nie oznacza to oczywiście, że inni ludzie nie mogą tutaj funkcjonować. Jednak całą reszsta Malty wraz z wyspą Gozo wydają mi się spokojniejsze, mające od razu zauważalny charakter i po prostu klimatyczne. Aczkolwiek oczywiście każdy ma swoje preferencje podróżnicze. Moje mieszczą się zdecydowanie poza miastami. Nawet jeśli są to to kompaktowe miasta upchane na tak niewielkiej przestrzeni, jak jest w przypadku st. Julian’s.

 

GOZO

Wyspa Gozo to historia sama w sobie i mniejsza siostra Malty, na którą możemy się dostać podczas około 20 minutowej podróży promem. Dobrym pomysłem będzie wjechanie na prom autem, albowiem poruszanie się po wyspie Gozo na czterech kołach znacznie ułatwi jej eksplorację. To spokojna, niezwykle urokliwa wyspa sprawiająca wrażenie, jakby była na końcu świata i trochę tak jest. To tutaj emigrują wszyscy outsiderzy, ludzie, którzy chcą mieć święty spokój i nie być niepokojeni przez nikogo. Święty, bo mało gdzie widziałem tyle kościołów co na małej Gozo. A z ludźmi, którzy chcą mieć spokój rozmawiałem osobiście, zatem wiem po prostu od źródła, jakie były ich powody osadzenia swojej rzeczywistości na tej właśnie wyspie. 

Trzeba przyznać, ze Gozo ma swoje urokliwe miejsca. Co więcej, ma klimat enklawy dla wybranych. Miejsca, które które do życia wybierają tylko nieliczni z tylko im znanych powodów. Gozo to przede wszystkim miejsce do obcowania z naturą. Ogromnymi klifami, skalnymi nadmorskimi nabrzeżami, które zostały wyrzeźbione przez wodę i wiatr. Tutaj rządzi natura i trzeba to uszanować i podporządkować się temu. Nie znajdziesz tutaj tłumów a turyści są traktowani jako element krajobrazu. Tu mieszkają ludzie, którzy chcą mieć spokój. Jeśli trafisz na Gozo, uszanuj ten fakt. Podglądaj, obserwuj ale nie ingeruj. Spoglądaj chłodnym okiem dokumentalisty. Pamiętaj, że jesteś tu gościem.

 

RABAT

Kolejne miasto Malty, do którego dotrzeć można w ciągu 30 minut autem zewsząd. Jest to jednocześnie jedno z ciekawszych miejsc porównywalnych co Caltagirone na Sycylii. Ilość kościołów oraz innych sakralnych budowli jest tutaj zdecydowanie większa, niż w innych miejscowościach, ale jednocześnie jest to ciche i spokojne miasto, które można zwiedzać na piechotę z prawdziwą przyjemnością. Historia miejscowości sięga bowiem początku naszej ery. Połowa dzisiejszego centrum Rabatu była częścią rzymskiego miasta Melita. Gdy Arabowie oddzielili Mdinę murami obronnymi i fosą, Rabat był przedmieściem dawnej stolicy Malty. Od arabskiego słowa „przedmieście” (arab. لرباط) pochodzi nazwa tego uroczego miasta. 

Rabat, prócz swojego klimatycznego położenia i budynków z piaskowca jako żywo przywodzących na myśl włoską architekturę, znana jest z rozległych katakumb św. Pawła, który mieszkał w jednej z grot w czasie trzymiesięcznego pobytu na tej wyspie. Jak donoszą historyczne dokumenty, stało się tak, po rozbiciu się jesienią jego statku, którym płynął na proces do Rzymu, prowadząc tu działalność misyjną. Św Paweł uzdrowił podobno ojca rzymskiego namiestnika Malty, Publiusza i wielu innych chorych. Publiusz został później pierwszym biskupem Malty.Tyle historii,

Fakty są takie, że jest to niewielkie miasteczko, którego zwiedzanie jest proste i nie wymaga ani zbytniego przygotowania ani pośpiechu. Warto przysiąść tutaj na kawkę w jednej z wielu uroczych knajpek. Może nawet uda Wam się trafić na kelnera, który zna kilka słów po polsku. Nam się udało i było to absolutnie urocze, szczególnie, że ten młody człowiek pochodził aż z dalekich Indii. Na Malcie generalnie znaleźć można wiele nacji. Od osób o ciemnej skórze, przez ludzi z Indii po ogromną ilość Polaków. Czasami zastanawiałem się czy na pewno wyjechałem z kraju, bo co drugi krok mijałem grupę mówiącą w języku Sienkiewicza. Można by się zastanawiać, czy nie ma obecnie miejsca kolejna inwazja na Maltę i jej okupacja przez Polaków właśnie…

W miejscowości Rabat znajdziemy również siedzibę lokalnego klubu piłkarskiego, który w swoich najlepszych latach zaszedł naprawdę wysoko w rozgrywkach, ale jako że nie jestem pasjonatem piłki nożnej, ani żadnego innego sportu to wiele więcej na ten temat powiedzieć Wam nie mogę. Za to jestem w stanie poinformować, że takie miejscowości, jak właśnie Rabat z pewnością warto odwiedzić i nasycić się ich klimatem, który zazwyczaj w takich niewielkich miejscowościach otula je niczym mgła, snuje się między budynkami i jest niemalże namacalny dla tych, którzy podróżują a nie tylko sa turystami i tych, którzy umieją ten klimat dostrzec.

 

 

MDINA

Klika kroków od Rabatu znajduje się otoczona wysokimi murami Mdina. Jest nazywana „miastem ciszy” i raczej trudno jest się temu dziwić. Do środka dostać można się przez stosunkowo wąską, kamienną bramę z fosą i mostem. Jest ona tak klimatyczna, ze nawet zagrała w „Grze o Tron”. Wystąpiła tam jako wjazd do Królewskiej Przystani. Mówiłem Wam, ze Malta jest pełna takich ciekawych smaczków i to jest właśnie jeden z nich. Chyba największe wrażenie robi tu architektura. Jeżeli jeszcze nie byliście na Sycylii, a chcielibyście zobaczyć wszystko, co tam najlepsze najlepsze to musicie przyjechać do Mdiny. W mojej opinii to miniaturowa Sycylia. Kościoły, wąskie uliczki z charakterystycznymi balkonami i wykończeniami, typowa włoska architektura… A wszystko to zwielokrotnione do dziesiątej potęgi. Mimo wielu wąskich uliczek, nie da się tutaj zgubić, ponieważ kierunek zwiedzania jest tylko jeden.

Mdina ma wiele zalet, jedną z nich jest zero samochodów. Przed wjazdem do Mdiny jest wielki, jak sądzę darmowy parking, na którym możemy zostawić swoje auto i dalej poruszać się już tylko siłą własnych nóg. Wewnątrz Mdiny mamy tylko kilku mieszkańców, mimo to miasto funkcjonuje i niemal każdego dnia wypełnione jest tłumem turystów. W wielu przypadkach będą to turyści z Polski. Tak było podczas naszego pobytu w tej fascynującej miejscowości. 

Nie wszystko w Mdinie wymaga zwiedzania. Nieustannie zachęcam Was, gdziekolwiek jesteście, zejdźcie z głównych ulic, wejdźcie w zaułki, tam gdzie ludzi jest niewielu, lub nawet nikogo nie ma. Tam, gdzie usłyszysz swoje własne kroki. Mdina jest wręcz stworzona do takiej właśnie aktywności. Po prostu spaceruj po tej kompaktowej miejscowości, porozglądaj się, popatrz wokół siebie i znajdź w niej to, co spodoba Ci się najbardziej. Warto podczas spaceru przystanąć, dotknąć wyjątkowo urokliwych budynków, zamyślić się i…. ruszyć dalej. Tutaj spacerowanie bez celu wydaje się najlepszym sposobem spędzania czasu. Ułatwiają się kręte uliczki, które wyglądają tak, jakby były celowo zaprojektowane do zgubienia się w nich. Choć i tak zawsze wyjdziemy na jedną z głównych ulicy, bo tu zgubić się finalnie nie da. Mdina nie potrzebuje jakichś specjalnych atrakcji. Tu atrakcją jest miasto jako takie. W całości. Jego układ, wygląd, zapach, różnego rodzaju smaczki… Dla miłośników architektury i fotografii będzie prawdziwy raj. 

 

WINNICA MERIDIANA

W każdy kraju, który odwiedzam, staram się poznać lokalne wina i jego wytwórców. Na Malcie padło na winnicę Meridiana. Mimo niesprzyjających warunków, na tej wyspie ludzie próbują uprawiać winorośl. Czemu niesprzyjających? No cóż, Malta to w głównej mierze skała. Niewiele warzyw, czy owoców się tutaj udaje, a co dopiero gdy mowa o wymagających przecież winoroślach. Dlatego na Malcie uprawiane są głównie europejskie szczepy i tworzone coupage, a produkt finalny w postaci wina ma dużo naturalnej kwasowości, a smak jest zdecydowanie mineralny. Trudno się temu dziwić, ponieważ krzew winny bierze tu materiał do swojego wzrostu głównie z mineralnych skał, na których cała wyspa leży.

W Polsce podobną charakterystykę mają wina z winnicy Patria w Imielinie. Tam winorośl czerpie swoją mineralność z Jury. Tym bardziej należy docenić twórców Winnicy Meridiana, że pomimo wymagających warunków zdecydowali się walczyć o własne wina i dostarczać je każdego roku do lokalnych restauracji i domów. Sama winnica mieści sie w uroczym budynku stworzonym – a jakże – z piaskowca, na dziedzińcu którego stworzono miejsce do degustacji lokalnych wyrobów. Natomiast niemal dokładnie pod tym miejscem znajdują sie piwnice, w których w beczkach dojrzewają kolejne roczniki win. 

 

Na Malcie jest sporo frontów domów i mieszkań, przy których możemy znaleźć ładnie wyglądającą tabliczkę z nazwiskiem mieszkańca, lub mieszkańców. Niektórzy na tabliczce decydują się również opisać swój charakter….

franca malta

 

Malta nazywana jest wyspą wiecznej wiosny, co jest tylko częściowo prawdą, bo w okresach od listopada do marca zdarzają się bardzo wietrzne i okazjonalne deszczowe dni. Aczkolwiek nawet wtedy pogoda jest zdecydowanie łagodniejsza, niż w naszej części Europy. Działa tutaj europejski roaming, jest dostęp do internetu na europejskich zasadach. Ale co najważniejsze, ludzie są dla siebie uprzejmi. Mimo, że z oczywistych powodów kolor ich skóry bywa różny, mimo, że przybyli na wyspę z wielu kierunków, potrafią razem żyć i funkcjonować w atmosferze wzajemnej życzliwości i szacunku. Zapewne są od tego odstępstwa, ale nie udało mi się ich zauważyć.

Malta leży bowiem blisko Afryki więc w miesiącach letnich jest tam oczywiście bardzo gorąco. Zatem wszyscy miłośnicy wysokich temperatur oraz bliskości wody będą zachwyceni.
Podróżując na Maltę należy pamiętać że obowiązuje tu waluta euro, a gniazdka są takie same jak w Wielkiej Brytanii, więc przejściówka będzie konieczna. Warto wykupić ubezpieczenie, zabrać sprawdzonych towarzyszy i wybrać się na tą niewielką wyspę między Europą i Afryką. Niechaj każdy z Was odkryje ją na swój własny sposób i przywiezie dobre wspomnienia. 

 

KATEGORIE: MaltaPodróże
TAGI: GozoMaltapodróżowanie